Refleksja dnia MLK

Udział w marszu w 1982 r., którego celem było uczynienie urodzin doktora Martina Luthera Kinga Jr. świętem narodowym, pomógł ukształtować dyrektor naczelną Washington STEM, Lynne Varner. Zastanawia się, jak wezwanie doktora Kinga do sprawiedliwości odbija się echem w naszej dzisiejszej pracy.

 

Lynne K. Varner,
CEO

Urodziny doktora Kinga przywołują we mnie silne wspomnienia. Fakt, że obchodzimy teraz najbardziej znanego i szanowanego przywódcę praw obywatelskich na świecie świętem federalnym, jest zwieńczeniem ciężko wywalczonego wysiłku, którego byłem świadkiem osobiście. Dorastając kilka minut drogi od Waszyngtonu, miałem miejsce w pierwszym rzędzie wśród ludzi korzystających z konstytucyjnego prawa do protestowania. Załatwiając sprawy w centrum miasta z rodzicami lub przyjaciółmi, rutynowo mijałem tłumy pulsujące słusznym gniewem po jednej stronie ulicy i falangę policji stojącą w milczeniu po przeciwnej stronie.

Jednak dopiero rosnące żądanie uhonorowania doktora Kinga federalnym świętem wyrwało mnie z młodzieńczej beztroski i stanąłem w obronie czegoś, w co wierzyłem. W dniu marca 1982 r. wraz z przyjaciółmi dołączyliśmy do ogromnej akcji tłum. Wdowa po doktorze Kingu, Coretta Scott King, stała po królewsku z przodu w towarzystwie wielebnego Jessego Jacksona i innych gwiazd oraz działaczy na rzecz praw obywatelskich. Znajdowałem się wiele mil dalej, z tyłu, skulony warstwami przed zimowym chłodem, ramię w ramię z ludźmi, spacerując i śpiewając wspaniałą odę Steviego Wondera do doktora Kinga „Happy Birthday”. Nigdy nie czułam się tak wzmocniona, tak pełna celu.

Przewińmy kilka dekad do tego tygodnia, kiedy usłyszałam, jak aktorka Angela Bassett odbierająca honorowego Oscara zacytowała doktora Kinga: „Nie jesteśmy twórcami historii, tworzy nas historia”. Ukształtowało mnie i ukształtowało to, że uczestniczyłem w tworzeniu historii, aby urodziny doktora Kinga stały się świętem narodowym.

Praca Washington STEM rzucająca wyzwanie systemom edukacji publicznej jest częścią zbiorowego wysiłku mającego na celu realizację marzeń doktora Kinga o równości i możliwościach. Mam nadzieję, że dzisiejsza ja jestem tak samo odważna jak moja młodsza ja, ta, która dumnie mijała rzędy policjantów śpiewających na całe gardło. Bóg wie, że jest wiele powodów do odwagi. Przychodzi mi na myśl odrzucenie przez Sąd Najwyższy akcji afirmatywnej w szkolnictwie wyższym i sprzeciw wobec wysiłków zmierzających do uczynienia klas, biur i innych otwartych przestrzeni bardziej zróżnicowanymi, sprawiedliwymi i włączającymi.

Kiedy myślisz o dziedzictwie doktora Kinga, co wzywa Cię do odwagi?

Rzeźba MLK w Waszyngtonie